Wczoraj nadeszła wyczekiwana przez wielu entuzjastów taktycznych RPG chwila. Na rynku pojawiła się osadzona w świecie wikingów produkcja od debiutującego studia Arctic Hazard. Premiera Norse: Oath of Blood niestety nie przebiegła tak, jak chcieliby tego tak gracze, jak i twórcy. Obiecujący tytuł zniechęcił mnóstwo zainteresowanych przez wyraźnie odbiegające od norm techniczne wykonanie. Co na to deweloper?

Premiera i problemy Norse: Oath of Blood
Oczywiście obiecał poprawę, zbierając doniesienia od wszelkich zaistniałych błędach. To niestety o wiele za mało, by debiut uznać za udany. Wielu entuzjastów wikińskiej sagi odbiło się od gry już po niespełna godzinie. Wszystko przez to, że na pierwszy rzut oka Norse technicznie utknęło gdzieś pomiędzy alfą a betą. Spadki wydajności, błędy utrudniające progresję, wszechobecne glitche i bugi jakoś umknęły testerom, ale zdecydowanie wkurzyły publikę. W rezultacie jedynie 53% oceniających na Steam poleca doświadczenie innym graczom.
A szkoda, bo pod grubą powłoką rozmaitych nieprawidłowości kryje się solidne taktyczne RPG. Wiem, bo grałem i widziałem, ale zdecydowanie więcej o Norse: Oath of Blood przeczytasz niedługo w naszej recenzji.
Norse: Oath of Blood zadebiutowało wczoraj wyłącznie na komputerach osobistych za pośrednictwem Steam, GOG i Epic Games. Podstawową edycję gry wyceniono na niespełna 96 złotych, ale do 24 lutego złapiesz ją w promocji za 81,59 PLN. Całość skrojona jest na dosyć krótką, jak na gatunkowe standardy, rozgrywkę i zajmie ci od 15 do 20 godzin. Pozostaje mieć nadzieję, że przed wiosenną premierą konsolowego wydania Arctic Hazard dopracuje build na tyle, by uniknąć kolejnej wpadki.
Jeśli niniejsze doniesienia nie ostudziły twojego entuzjazmu, to sprawdź wymagania sprzętowe Norse: Oath of Blood.
Jesteśmy w Google News – obserwuj po doniesienia z frontów gier strategicznych.
Źródło: Steam